Czym więcej eksperymentuję bez glutenu, tym bardziej jestem przeświadczony, że gluten nie jest wskazany w diecie dla salicylanowców i w diecie w ogóle...
Dlatego na wszelki wypadek w tym roku na święta będzie żurek gryczany...
Skład:
- 1 szklanka mąki gryczanej,
- 4 ząbki czosnku,
- 3 szklanki ciepłej przegotowanej wody,
- ziele angielskie (kilka ziaren),
- liść laurowy (3-4 liście),
Danie odpowiednie w diecie niskosalicylanowej, wegetariańskiej i bezglutenowej.
Czosnek zgnieść na kwadrans przed przystąpieniem do robienia zakwasu. Wszystkie składniki wymieszać i pozostawić w cieple na 3 -5 dni. Zakwas po 3 dniach powinien już nadawać się do przygotowania żuru. Zatem na święta się zdąży...
Na podstawie przepisu z portalu kwestia smaku.
Kasza z porem i pomidorem. Pomidor koniecznie na surowo - ogrzeje się od kaszy. Dobrze żeby był eko lub ze sprawdzonej szklarni, bo inaczej może zaszkodzić salicylanowcom. Wszystko wymieszane - świetnie się komponuje. Pycha.
Skład:
- 150g kaszy jęczmiennej mazurskiej,
- 1 pomidor (najlepiej eko),
- 1 duży por,
- 4 ząbki czosnku polskiego,
- olej rzepakowy,
- sól, pieprz do smaku.
Danie odpowiednie w diecie niskosalicylanowej i wegetariańskiej.
Dwa razy kaszę zalać wodą i przepłukać w garnku, wodę odlać, tak aby kasza pozostała na dnie garnka. Powtórnie kaszę zalać osoloną wodą, tym razem w proporcji 1:1.
Kaszę gotować na wolnym ogniu, cały czas mieszając, do czasu aż woda odparuje. Zestawić z ognia i trzymać pod przykryciem.
Korzeń pora pokroić w talarki lub połówki talarków - zależy od wielkości korzenia, zeszklić na oleju, dodać do gorącej kaszy.
Do kaszy dodać też pokrojonego w kostkę umytego pomidora zmieszanego z miażdżonym czosnkiem.
Przyprawić do smaku solą oraz pieprzem, wszystko dokładnie wymieszać.
Gotowe! Smacznie szybko i zgodnie z dietą.
Niespodzianka! Ciasto z niczego i na dokładkę ekspresowe. Mimo, że bez mąki, to trudno zauważyć, że nie ma w sobie grama zboża.
Zadowoli wszystkich, bo jest niskosalicylanowe, nie ma cukru i grama tłuszczu, zatem jest doskonałe dla "wszelkich" diet... No chyba, że ktoś jest uczulony na któryś ze składników - np. orzechy.
Skład:
- 1 puszka ciecierzycy (240g),
- 2 jajka,
- pól szklanki ksylolitu,
- niecałe pół łyżeczki sody,
- garść orzechów laskowych,
Danie odpowiednie w diecie niskosalicylanowej, bezglutenowej i wegetariańskiej.
Ciecierzycę odsączyć i zmielić w blenderze na jednorodną masę.Utłuc orzechy w moździerzu, dodać do masy z ciecierzycy. Wbić jajka, dodać pozostałe składniki i powtórnie zblendować lub dokładnie wymieszać.
Tak przygotowaną masę umieścić w blasze (ja użyłem aluminiowej, jednorazowej keksówki).
Piec w temperaturze 180st. C przez 40min.
Gotowe! Szybko, smacznie i z godnie z dietą!
Ci którzy śledzą moje zapiski na obu blogach wiedzą, że z Triadą Aspirynową bezskutecznie walczę od dekady. Wiedzą też o mojej zmianie taktyki walki z otwartej walki w polu na wojnę partyzancką. Oznacza to, że od ponad pół roku, zniechęcony brakiem skuteczności medycyny akademickiej, postanowiłem uzupełnić jej zalecenia niestandardowymi metodami poprzez wprowadzenie odpowiedniej diety, a z biegiem czasu osiągnięć medycyny Wschodu i medycyny ludowej.
Dzięki tym działaniom odniosłem pierwsze sukcesy, którymi chcę się z Wami podzielić.
Mam nadzieję, że przebaczycie rozciągniętą formę, ale krócej się nie dało, choć próbowałem. Dla łatwiejszej orientacji w tekście nadałem jego fragmentom tytuły.
Wypowiedzenie wojny.
W pierwszym etapie niestandardowej wojny postanowiłem przejść na ścisłą dietę bezsalicylanową. Było to spowodowane nieefektywnością stosowania medycyny akademickiej - krople do nosa nie przywracały węchu, a czasem nawet nie radziły sobie z zatkanym nosem, przez co chodziłem niewyspany i zmęczony. Wziewne kortykosteroidy maskowały tylko problemy z drogami oddechowymi - nie leczyły przyczyny, a jedynie walczyły z efektami. To była wegetacja!
Ulgę przynosiły jedynie krótkie sesje dexamethasonu, który "litościwie" przepisywał mi laryngolog, gdy już nic innego nie działało. Wówczas byłem jak nowonarodzony - był węch, energia, dobre samopoczucie. Cóż z tego? Trwało to zbyt krótko, bo po odstawieniu wszystko wracało na stare, utarte tory.
Nie wtajemniczonym podpowiem, że dexamethason i podobne specyfiki lecząc jedno, rujnują drugie, dlatego nie można ich dużo i długo przyjmować.
Po ostatniej sesji z dexamethasonem (w ciągu całej przygody z Triadą miałem ich pięć), z przerażeniem stwierdziłem, że działa on z większym opóźnieniem i mniejszą skutecznością niż do tej pory. Na co laryngolog spokojnie stwierdził, że tak to jest i, że trzeba będzie w przyszłości przyjmować większe dawki.
Większe dawki tego świństwa? Nigdy!
W trybie alarmowym zasiadłem do komputera i przeszukałem wszystkie strony związane z triadą, astmą, salicylanami, polipami i jedynie rozsądne rozwiązanie, które znalazłem to dieta bezsalicylanowa lub niskosalicylanowa.
Dieta niskosalicylanowa
Na angielskojęzycznych stronach (szczególnie amerykańskich i australijskich) znalazłem grupy wsparcia, które wdrażają walkę z triadą i w ogóle z uczuleniem na salicylany poprzez wdrożenie przez pierwsze dni ścisłej diety bezsalicylanowej, a po kilkunastu dniach powolnym wprowadzaniu żywności z coraz większą zawartością salicylanów i obserwowaniu reakcji organizmu. Metoda ta umożliwia znalezienie progu odporności na salicylany, powyżej którego pogarszają się reakcje organizmu.
Wdrożyłem zatem dietę ścisłą opartą wyłącznie na ryżu i paru dodatkach z zerową zawartością salicylanów w nadziei na to, ze uda się podtrzymać węch i drożny nos, po przebytej właśnie sesji z dexamethasonem.
Nic bardziej mylnego, po odstawieniu lekarstwa, po kilku dniach, mimo stosowania ścisłej diety bezsalicylanowej, musiałem znów wrócić do leków wziewnych i donosowych. Czyli dieta nic nie dała!
Przewertowałem internet raz jeszcze. Doczytałem, że to normalna reakcja, że na początku diety bezsalicylanowej i po powolnym wdrażaniu diety niskosalicylanowej stan najpierw się pogarsza, a potem poprawia. Nie zrażony zatem niczym dalej wdrażałem dietę niskosalicylanową wprowadzając coraz to nowe produkty z tabel, oczywiście wyłącznie z kolumn "znikome" i "niskie", czasem odrobinę jakiegoś produktu z "umiarkowane". Efekty były takie, że reagowałem źle na artykuły z dużą ilością salicylanów, a na te znikomo - nisko - umiarkowane, całkiem dobrze. Nie zmieniło, to faktu, że mimo diety musiałem nadal przyjmować krople i inhalacje. Czyli dieta nie leczyła, a co najwyżej zatrzymała postęp dolegliwości. Nie o to przecież chodziło, ja chcę odzyskać węch! Pal licho krople, mogę je brać, ale chcę mieć możliwość wąchania świata wokół mnie!
Doszedłem do wniosku, że nie można się poddawać i trzeba trwać w diecie, a efekty przyjdą z czasem. Tym bardziej, że odwrotu nie było. Przed sesją z dexamethasonem, której kontynuacją była dieta, czułem się już naprawdę paskudnie - nie pomagały żadne krople, mimo że alergolog do spółki z laryngologiem testowali na mnie całe półki apteczne. Zatem przerwanie diety nie wchodziło w grę, co prawda nie leczyła, ale pozwalała na życie z w miarę drożnym nosem...
Z biegiem diety okazywało się jednak, że mimo rygorystycznego jej stosowania, mam dni gdy czuję się bardzo dobrze (ale nadal bez węchu), a są dni, gdy jest gorzej. Może nie tak źle jak na początku drogi, ale gorzej. Coś z tą dietą jest nie tak!
Dziennik żywności
O co chodzi? Stosuję dietę rygorystycznie, a mimo to są dni, że czuję się gorzej, mimo że zawartość salicylanów jest prawie identyczna do dnia poprzedniego, w którym czułem się znośnie!
Założyłem dziennik żywności, bo pamięć jest ulotna i po paru dniach często już sam nie byłem pewien co jadłem, nie miałem zatem jak porównać poszczególnych dni i tygodni.
Po kilku tygodniach prowadzenia dziennika nic nie udało mi się wywnioskować. Wyglądało na to, że są dni gdy nawet mniej salicylanów w diecie oznaczało gorsze samopoczucie niż w dni, gdzie zjadłem ich więcej. Zatem to chyba nie salicylany? Spróbowałem dań z większą zawartością salicylanów - ewidentne pogorszenie! Zatem jednak salicylany! O co chodzi?
Aminy
Może to jeszcze coś poza salicylanami? Na niektórych stronach amerykańskich znalazłem informacje, że salicylanowcy bardzo często poza salicylanami są uczuleni na chemię spożywczą i aminy.
Z chemią to się zgadzało - sam na to wpadłem i nie stosowałem żadnej żywności z konserwantami, wzmacniaczami i polepszaczami, ale o aminach nigdy nie słyszałem.
Przeanalizowałem tabele amin porównując je do dziennika żywności i nie znalazłem żadnej korelacji. Więc to nie aminy? A może jednak? Część z nich wydawała się podejrzana. Szczególnie źle korelowały mi się z moim dziennikiem nabiały, mięsa i wędliny. Nic prostszego! I tak już ubogą dietą niskosalicylanową pozbawiłem nabiałów i wędlin, zmniejszyłem też ilości czystego mięsa.
Po kilku tygodniach poczułem się zdecydowanie lepiej! A trzeba Wam wiedzieć, że mięso i żółte sery były moim podstawowym daniem na diecie niskosalicylanowej.
Niestety mój upragniony węch nie wrócił! Zatem co jeszcze? Mam zacząć odżywiać się światłem?
Żeby się upewnić czy to aminy spróbowałem jeden dzień być jedynie na ryżu (nie ma salicylanów) - rzeczywiście gorzej! Zatem jest winowajca - salicylany + aminy! Może po dłuższym czasie bez amin i salicylanów węch wróci? Niestety nie.
Zakwaszanie organizmu
Grzebiąc w prowadzonym przeze mnie dzienniku zauważyłem, że w dniach kiedy jadłem dużo mojego ulubionego sernika, to czułem się gorzej, podobnie w dniach z dużą ilością jogurtu. Dlaczego? Przecież czysty jogurt i twaróg nie mają ani salicylanów, ani amin? Szukam dalej. Mam! To może być pH żywności. Należy wyeliminować żywność zakwaszającą organizm i wprowadzić w zamian żywność alkalizującą. Tak też zrobiłem. Zmniejszyłem w diecie zawartość mięsa czerwonego, przetworów pszenicy, alkoholu, tłuszczu zwierzęcego, cukru, i przetworów mleka, a zwiększyłem ilość buraków, cebuli, czosnku, cytryny, marchewki, limonki , mango, papaji, mrożonego szpinaku, cytryny, selera, obranych jabłek (golden delicious), obranych gruszek i syropu klonowego. Podzieliłem się tym w moim artykule.
Zastosowałem też rozdzielność węglowodanów i białek oraz skrobi i białek.
Jest lepiej, wygląda na to, że zmierzam w odpowiednim kierunku... Niestety węch nie wraca. Nos jest drożny, nie zatkany, ale węchu nie ma...
Joga i bieganie
Jak już w diecie zrobiłem wszystko, co można, czas na inne rozwiązania. Z doświadczenia wiem, że dużo umiarkowanego ruchu ma na mnie bardzo dobry wpływ. Kiedyś przypadkowo (bez stosowania dodatkowych leków czy diety) w górach odzyskałem węch. Co prawda straciłem go po paru godzinach, ale utknęło mi to w pamięci. Osiągnięcie to wiązałem z długotrwałym, umiarkowanym i wielodniowym wysiłkiem. Spróbowałem zatem odtworzyć podobne warunki w domu. Zacząłem biegać.W czasie biegu i kilka godzin po nos się odtykał. Co parę dni robiłem 20min przebieżkę, stałym rytmem, coś między truchtem a biegiem. Było lepiej ale to nie to. Poszedłem na jogę - raz w tygodniu.
Na jodze prowadząca od razu się połapała, że mam problemy z nosem - słyszała po sposobie oddychania, tym bardziej, że była to joga oddechowa. Podeszła do mnie i powiedziała, że po pewnym czasie, szczególnie po pozycji psa z głową w dół mój stan będzie się poprawiał i... miała rację w dniu jogi i kilka dni po mój stan był lepszy niż na co dzień.
Któregoś dnia w czasie biegu miałem kilkusekundowy "przebłysk" węchu. Cud! Węch bez dexamethasonu! To niemożliwe, a jednak! Niestety udało się ten stan osiągnąć tylko raz, ale po każdej jodze i każdym bieganiu nos był bardzo drożny. Czułem, że jestem bliski rozwiązania problemu. Jestem blisko!
Akupunktura
Żona poradziła mi iść za ciosem i wprowadzić dodatkowe działania przeciw triadzie. Pomyślałem, że skoro joga, to może dobrym rozszerzeniem walk na wielu frontach będzie akupunktura. Poszedłem do "Władcy Igieł" (sam nadałem temu facetowi takie pseudo), którego poleciła nam znajoma - pomógł jej w paskudnych dolegliwościach, na które medycyna akademicka nie miała rady.
Kupiłem igły, z którymi raz w tygodniu, przez dziewięć tygodni, miałem przychodzić na kilkuminutowe sesje.
W międzyczasie zraziłem się do jogi bo przyjęli na zajęcia więcej osób niż mogło pomieścić się na sali. Bieganie też trochę ucierpiało, bo pogoda nie dopisywała, a i efekty były tylko w czasie biegu i kilkanaście minut po. Jogę praktykowałem wyłącznie w domu - szczególnie pozycję psa z głową w dół, po której czułem się o wiele, wiele lepiej.
Na igły chodziłem raz w tygodniu. Z tygodnia, na tydzień nie było poprawy. Po kilu tygodniach w dniu wizyty stan się lekko polepszał, ale dopowiedziałem sobie, że to pewnie efekt placebo, bo polepszało mi się już kilka godzin przed sesją.
"Władca Igieł" polecił też wypędzenie stresu z życia. Wziąłem to do siebie - zacząłem unikać stresujących informacji w mediach, w pracy starałem się też mniej emocjonalnie podchodzić do wyzwań zawodowych.
Pau d'arco
Jednocześnie studiowałem strony i książki poświęcone dietom odkażającym organizm, na jednej z nich znalazłem opis testu obciążeń organizmu i kupon zniżkowy. Cóż nie mam nic do stracenia, medycyna jest bezradna, a polepszenie stanu zdrowia przyniosła mi dieta i joga oraz częściowo igły, dlaczego zatem nie spróbować i tego.
Poszedłem na test. Odbyły się jakieś czary mary, na koniec których pan stwierdził, ze moje problemy z nosem wynikają z układu pokarmowego, candidy i jakichś toksyn. Zalecił jakieś suplementy, które kosztowały bajońskie kwoty. Trochę się z nim skłóciłem i uznałem za naciągacza, tym bardziej, że w necie wyczytałem, że prawie wszystkim wychodzi candida.
Po kilku jednak dniach, na chłodno przeanalizowałem jego zalecenia i doszedłem do wniosku,że są dostępne inne suplementy, o wiele tańsze, które mają podobny skład. Kupiłem Candida Clear, którego jednym ze składników jest Pau d'arco i zacząłem wcinać, zgodnie z przepisem. Kupiłem też książkę lekarza medycyny akademickiej Andrzeja Janusa, który uzupełnia swe terapie farmaceutykami, osiągnięciami medycyny wschodu i ludowej. Książka ta w całości poświęcona jest Candidozie i metodami walki z nią - streszczenie tutaj. O dziwo potwierdzała ona w całej rozciągłości moje doświadczenia z mięsem, nabiałem i cukrem. Czyżby Candidoza, albo jakieś inne mikroby, od których aż się roi w tej książce? Możliwe, tym bardziej, że w kilku publikacjach naukowych wyczytałem, że triada może być wywołana przez specyficzne białka mikrobów, które nie znoszą salicylanów co może wywoływać ostre reakcje organizmu. Wszystko trzyma się kupy.
Po kilku dniach połykania tabletek nastąpiło nagłe pogorszenie stanu nosa - prawie całkiem się zatkał. W książce Janusa wyczytałem, że tak może być, że to oznaka obumierania mikrobów, z których toksynami pochodzącymi z ich rozkładu nie radzi sobie organizm. Cierpliwości.
Udało się, po kilku dniach zaczęło się polepszać. Nos osiągnął stan jak w czasie biegania albo zaraz po jodze, ale węchu nie było.
Zamiast cukru ksylolit
W między czasie, pod wpływem książki Janusa i swoich doświadczeń odstawiłem w 100% cukier i większość owoców. Pod wpływem rozmowy z dr biotechnologii, poznanej na targach zdrowej żywności, zamiast cukru wprowadziłem ksylolit, który nie dość, że słodki, to ma jeszcze właściwości grzybobójcze. Po zrezygnowaniu z cukru i wprowadzeniu ksylolitu poprawił się też stan zębów i prawie całkiem zrzuciłem zbędne kilogramy. Co prawda nie miałem dużej nadwagi, ale jednak. I to wszystko stało się niejako przy okazji.
Ostateczne rozwiązanie
Na cztery tygodnie przed końcem sesji akupunktury, w dzień sesji zaczął się pojawiać na kilka sekund węch. Pojawiał się wyłącznie w momencie mocnego wydychania, czy wręcz wysmarkiwania powietrza z nosa, ale był! Czyli diety + joga + ruch + akupunktura + ksylolit + Pau d'arco działają! Nie wiem dokładnie, który z tych czynników najbardziej, ale działają!
Na kilka dni przed pełnym powrotem węchu lekarz przepisał mi też ciprofloksacynę, bo nabawiłem się infekcji bakteryjnej. Nie wiem, może to też miało jakieś znaczenie?
Na pewno duże znaczenie mają wszystkie czynniki, choć najlepsze efekty pojawiały się w dniu akupunktury, co wskazywałoby właśnie na to. Co ważne węch pojawiał się nie tylko przy wydychaniu, ale i przy wdechu właśnie na parę godzin przed wizytą u Władcy Igieł. Sam był tym zdziwiony - twierdził, że powinien pojawiać się parę tygodniu po skończeniu dziewięciotygodniowego cyklu, a może dopiero po kolejnym cyklu, na który trzeba czekać kolejne dwa miesiące. A tu buch! Pojawił się na kilka minut. Potem po tygodniu na kilka godzin, aż ostatecznie w przeddzień przedostatniej sesji igłami wrócił na stałe. Najpierw nieśmiało - odczuwałem tylko intensywne zapachy, a w końcu totalnie - czuję nawet zapach ziemi! Co Wy na to? Ja jestem bardzo, bardzo szczęśliwy!
Niestety to jeszcze nie koniec, nie mam pewności czy poprawa przyszła na stałe, muszę też powalczyć jeszcze z astmą - mam nadzieję, że też podda się pod naporem zastosowanych metod!
Dieta zgodna z grupą krwi
Pozostaję zatem na diecie niskowęglowodanowej, niskoglutenowej, z małą ilością nabiału o niskim pH i średnio salicylanowej. Tak, tak średnio salicylanową, bo po tym gdy wrócił mi węch podniósł się też próg odporności na salicylany! Mimo to nie będę z salicylanami przesadzał, żeby nie zmarnować mojej półrocznej walki!
Po przeanalizowaniu stosowanej obecnie diety wychodzi mi, że jest ona prawie identyczna z dietą zgodną z grupą krwi A. Jednak jest to wszystko ze sobą powiązane. Organizm to jeden wielki mechanizm - naruszenie równowagi w jednej jego części skutkuje czasem dolegliwościami w zupełnie innej...
Będę zatem już wierny "po wsze czasy" obecnej diecie i na cukier, mięso czy nabiały pozwolę sobie tylko kilka razy na miesiąc, a i to w umiarkowanym zakresie.
Złudne nadzieje
Węch, to piękna sprawa! Czujesz, że żyjesz. Kto nie doświadczył problemów z powonieniem i wiecznie zawalonym nosem, nie zrozumie tej euforii, która jednak nie trwała długo!
Po trzech tygodniach od odzyskania węchu znów zaczął powoli zanikać. Po kilku dniach pojawiał się tylko na chwilę. Nic nie pomagało, nie udało się zatrzymać tego procesu. Znów nie mam węchu, a i świsty w płucach wróciły. Od paru tygodni tkwię w żałobie. Już było tak blisko. Już byłem przekonany, że zwyciężyłem, że przechytrzyłem chorobę, a tu - wszystko na marne. Złudne nadzieje. Trudno. Dobre i te kilka tygodni.
Trzeba zacząć od początku... To musiał być któryś z czynników, przecież nie stało się to przypadkiem. Mam nadzieję.
Poniżej streszczenie artykułu "Polipy Nosa" autorstwa lek. med Moniki Krępy.

"Polipy nosa są niezłośliwymi zmianami przerostowymi błony śluzowej nosa spowodowanymi odczynem zapalnym.
Makroskopowo typowy polip nosa przypomina miękkie winogrono o blado-sinym zabarwieniu, zakończone zazwyczaj wiotką szypułą (rys. 1). Badania mikroskopowe wykazują, iż wnętrze polipa zawiera dużą ilość płynu, nieliczne naczynia krwionośne, gruczoły surowiczo-śluzowe i obfite nacieki z komórek zapalnych krwi (zwłaszcza z tzw. eozynofili i komórek tucznych). Komórki te funkcjonują niczym niezwykle aktywna "fabryka" wytwarzająca silne związki biologicznie czynne, które nie tylko wyzwalają zmiany na poziomie mikroskopowym, ale i wyzwalają objawy kliniczne. Przykładem jest np. histamina, odpowiedzialna m.in. za takie objawy jak kichanie i świąd nosa, czy też leukotrieny cysteinylowe powodujące nasiloną blokadę nosa.
Typowymi objawami polipów nosa są zatem blokada nosa o stałym lub zmiennym nasileniu oraz osłabienie lub utrata węchu (a co się z tym łączy - również upośledzenie zmysłu smaku). Towarzyszyć im mogą: wyciek wodnistej wydzieliny nosa, uczucie spływania wydzieliny po tylnej ścianie gardła i kichanie. Niekiedy w nasilonych przypadkach polipy całkowicie wypełniają nozdrza prowadząc do ucisku i zniekształcenia struktur nosa. Tacy chorzy zmuszeni są do oddychania ustami, co pozbawia ich ochrony, zapewnianej przez prawidłowo działającą błonę śluzową nosa, a polegającej na oczyszczeniu, ogrzaniu i zwiększeniu wilgotności przekazywanego do płuc powietrza.
Istnieje wiele teorii dotyczących przyczyn powstawania polipów nosa. Zdaniem różnych autorów do rozwoju tego schorzenia przyczyniać się mogą następujące czynniki, występujące niezależnie od siebie lub łącznie:
1) uszkodzenie i/lub przerwanie ciągłości nabłonka (jednym z wielu czynników zaburzających jego strukturę i czynność jest dym papierosowy),
2) nacieki z komórek zapalnych (głównie eozynofili, komórek tucznych czy neutrofili) i wydzielane przez nie substancje regulujące namnażanie się i aktywność komórek, przepuszczalność naczyń i wydzielanie gruczołów (np. histamina, tryptaza, leukotrieny cysteinylowe, prostaglandyny, czynniki wzrostowe),
3) nieprawidłowe reakcje autonomicznego układu nerwowego (m.in. odnerwienie ściany naczyń prowadzące do obrzęku błony śluzowej),
4) zaburzenia regulacji transportu przez nabłonek jonów sodu i chloru (skutkiem jest nadmierna lepkość śluzu) oraz
5) zakażenia bakteryjne i grzybicze.
Polipy nosa są tylko jednym z objawów choroby ogólnoustrojowej. W około 7-15% towarzyszą astmie oskrzelowej. Wykazano, iż polipy nosa charakteryzują najczęściej chorych na astmę z nadwrażliwością na aspirynę (36-96%) i chorych na astmę niealergiczną (13%). Z astmą alergiczną i nieżytem alergicznym współistnieją stosunkowo rzadko (odpowiednio w 5 i 1,5% przypadków). Niemniej nieleczony alergiczny nieżyt nosa prawdopodobnie przyczynia się do istniejącego stanu zapalnego i zaostrza objawy kliniczne.
Polipy nosa typowo łączą się natomiast z astmą z nadwrażliwością na aspirynę. Zażycie aspiryny lub innych leków z grupy niesteroidowych leków przeciwzapalnych wyzwala napad duszności i/lub objawy ze strony innych narządów, najczęściej jamy nosowej (wodnisty wyciek z nosa, blokada nosa, kichanie, świąd nosa), oczu (nastrzyknięcie naczyń spojówek oczu), skóry (zaczerwienienie i świąd skóry twarzy i tułowia, pokrzywka) u około 10-20% chorych na astmę.
Polipy nosa u takich chorych są zazwyczaj mnogie i doprowadzają do wtórnych zmian gęstości tkanki kostnej. Liczba epizodów zaostrzeń zapalenia zatok wynosi średnio 5,5 rocznie.
Wspomnieć należy także o zwiększonej częstości polipów nosa w zapaleniach zatok o podłożu nadwrażliwości na niektóre patogeny zakaźne zwłaszcza grzyby. Ostatnio opisano tzw. alergiczne grzybicze zapalenie zatok oraz zespół eozynofilowego, mucynowego zapalenia zatok. Wskazywano także na rolę gronkowca złocistego w rozwoju zapalenia zatok i polipów nosa.
Należy zauważyć, iż terapia polipów nosa zawsze powinna uwzględniać kortykosteroidoterapię donosową (szczególnie w najczęściej występujących polipach eozynofilowych) - leczenie operacyjne bowiem nie usuwa przyczyny ich powstawania, tj. zapalenia błony śluzowej nosa.
Kortykosteroidy cechują się wielopoziomowym działaniem przeciwzapalnym ograniczając liczbę i aktywność komórek zapalnych, obrzęk błony śluzowej oraz przepuszczalność naczyń. Konwencjonalne, stosowane dotychczas pod postacią aerozoli donosowe preparaty tych leków oddziaływały zazwyczaj jednak w początkowej części przewodów nosowych, docierając w ograniczonym stopniu do punktu wyjścia polipów nosa.
Ostatnio wprowadzony do terapii polipów nosa Flixonase Nasule, stosowany pod postacią kropel podawanych specjalnym dozownikiem, dobrze penetrujący w głąb jamy nosowej, przezwycięża te trudności. Co więcej, wykazano, iż w porównaniu z innym preparatem stosowanym pod postacią kropli, betametazonem, Flixonase Nasule pozbawiony jest oddziaływania ogólnego na ludzki organizm. W zaawansowanych postaciach kortykosteroidy podawać można nie tylko donosowo, ale i w krótkich cyklach doustnie (np. zamiast leczenia operacyjnego, na który chory nie wyraża zgody, jest to tzw. polipektomia farmakologiczna).
Obecnie toczą się intensywne badania zmierzające do określenia, czy zastosowanie kortykosteroidoterapii doustnej jest równoważne z przeprowadzeniem zabiegu operacyjnego. Wielu chorych obawia się długotrwałego stosowania preparatów donosowych (np. niesłusznie obawiają się przyrostu masy ciała) i zaprzestaje ich stosowania, co prowadzi do nawrotu choroby. Należy zatem podkreślić, iż najczęstsze objawy uboczne tych preparatów są niegroźne i ograniczone do górnych dróg oddechowych (zazwyczaj pieczenie czy drapanie nosa, rzadziej krwawienia z nosa i przejściowa chrypka). Dowiedziono, iż właściwa terapia górnych dróg oddechowych pozwala ponadto na złagodzenie objawów astmy oskrzelowej.
Uważa się, iż polipy neutrofilowe (np. w przebiegu mukowiscydozy) nie odpowiadają na kortykosteroidoterapię.
Zaleca się w tym przypadku zastosowanie płukania lub inhalacji jam nosa roztworem antybiotyku. U chorych z nadwrażliwością na aspirynę korzystny wpływ na objawy ze strony nosa i/lub rozmiar polipów nosa daje dołączenie do terapii tzw. desensytyzacji (odczulania) aspiryną za pomocą codziennego zażywania aspiryny w dawkach 600-1300 mg doustnie lub donosowej inhalacji aspiryny lizynowej.
Podjęto ponadto próby badań nad zastosowaniem tzw. leków przeciwleukotrienowych w leczeniu polipów nosa (zwłaszcza w nadwrażliwości na aspirynę). Jak wspomniano powyżej, leukotrieny cysteinylowe są kluczowymi substancjami zapalnymi wydzielanymi m.in. przez eozynofile i komórki tuczne, odpowiadającymi za takie objawy, jak blokada nosa, skurcz oskrzeli i nasilenie odczynu zapalnego. Wykazano umiarkowany korzystny efekt na objawy kliniczne ze strony nosa i zmniejszenie się rozmiarów polipów u niektórych chorych, niemniej jednak nadal brakuje badań porównawczych tych leków z kortykosteroidami."
Postanowiłem zabrać informacje na temat naturalnych metod leczenia astmy. W tym poście spisałem porady, które opisała dr Jadwiga Górnicka w książce "Bądź zdrowy".

Napady duszności mogą zostać wywołane przez kurz, zwierzęcą sierść, pyłki, wysiłek, dym, zimne i suche powietrze, infekcje bakteryjne i wirusowe, choroby tarczycy.
Dr Górnicka wspomina że często bagatelizowane chrapanie może doprowadzić do astmy i innych zaburzeń oddychania
Jak leczyć:
Należy rozpocząć od wyleczenia zatok bocznych nosa oraz śluzówki nosa i zatok. Pani doktor zaleca codzienne smarowanie wnętrza nosa miodem propolisowym, ponadto masaż shiatsu oraz głębokie przeponowe oddychanie w wywietrzonym powietrzu. Dodatkowo należy wykonywać 3 razy dziennie po 50 "podskoków" w następujący sposób unieść pięty do góry na 2 cm - wdech nosem, następnie opuścić pięty do dołu - wydech nosem. Ćwiczenia te mają rozluźnić mięśnie kręgosłupa, powinny trwać 12 miesięcy.
Dodatkowo powinno się oczyścić organizm z toksyn. W tym celu autorka proponuje ssanie oleju słonecznikowego.
Według dr Górnickiej ssanie oleju słonecznikowego oraz stosowanie propolisu wyleczy astmę oskrzelową. Niestety taka kuracja jest długotrwała i powinna trwać aż dwa lata. Z doświadczeń lekarki wynika, że metody te są skuteczne u chorych do 65 roku życia.
Działanie lecznicze mają także masaże stóp.
W terapii astmy można wykorzystać domowe nalewki. Ich zaletą jest trwałość i koncentracja substancji aktywnych. Należy zachować ostrożność w ich stosowaniu ponieważ działają silniej niż napary i odwary. Nalewki można stosować w celu likwidacji dolegliwości bądź jako uzupełnienie kuracji. Używa się ich w małych ilościach, ściśle przestrzegając dawkowania.
W leczeniu astmy można stosować następujące nalewki:
"Nalewka czosnkowa 50 g pokrojonego czosnku zalać 250 g wódki 40%. Mazerować 10 dni. Często wstrząsać. Odfiltrować. Stosować jako antyseptyk, do rozszerzania naczyń krwionośnych, na obniżenie ciśnienia krwi tętniczej, na bóle reumatyczne. Na astmę-pokropić kostkę cukru pięcioma kroplami nalewki i ssać w chwili ataku.
Nalewka selerowa Nasypać do butelki pokrajana liście selera, zalać spirytusem i odstawić na 2 tygodnie w ciemne miejsce. Zlać alkohol, a liście zalać ponownie, ale zwykłą wódką i znów odstawić na dwa tygodnie. Obie nalewki połączyć i zażywać 2-3 razy dziennie po łyżeczce od herbaty przy astmie, reumatyzmie, ischiasie. Nalewkę należy trzymać w ciemnej butelce."
Ma być smacznie i zdrowo. Będzie rybka. Będzie kasza jaglana i żurawina. Zdrowiej się nie da, a jakie smaczne!
Skład:
- 200g kaszy jaglanej,
- pstrąg wędzony,
- garść suszonej żurawiny,
- garść suszonego kopru lub pęczek naturalnego,
- 3 łyżki oleju słonecznikowego tł. na zimno,
- 3-4 łyżki soku z cytryny
- sól, pieprz do smaku.
Danie odpowiednie w diecie bezglutenowej
Kaszę przepłukać i sparzyć wrzątkiem. Dzięki sparzeniu straci goryczkowy posmak. Następnie zalać wodą w takiej proporcji aby po zalaniu woda przewyższała kaszę dwukrotnie, posolić i ugotować.
Żurawinę przepłukać wrzątkiem.
Pstrąga obrać ze skóry i z ości, po czym porwać na małe cząstki.
Po wchłonięciu przez kaszę całej wody kasza powinna być miękka. Wówczas wyłączyć palnik, a do kaszy dodać drobno posiekany koper, olej, pstrąga, żórawinę i wymieszać. Osolić, popieprzyć do smaku. Przed podaniem polać sokiem z cytryny. Gotowe!
Szybko, smacznie i zgodnie z dietą.
Cebula, szpinak i jagła - to musi być zdrowe! Szpinak eksploduje witaminami i mikroelementami, jagła jest pożywna i nie ma glutenu, który jest utrapieniem dzisiejszego świata, a cebula nie dość, że smaczna, to pełna witamin i właściwości mikrobobójczych.
Skład:
- 450g szpinaku mrożonego,
- 200g makaronu jaglanego,
- 2 duże cebule,
- 3 łyżki sosu sojowego,
- olej rzepakowy do smażenia,
- sól, pieprz do smaku.
Danie odpowiednie w diecie niskosalicylanowej, bezglutenowej i wegetariańskiej.
Makaron ugotować zgodnie z przepisem na opakowaniu. Szpinak rozmrozić (dla salicylanowców musi być mrożony, bo wówczas ma mało salicylanów). Cebule pokroić w paski i zarumienić na oleju, dodać rozmrożony szpinak, chwilę dusić razem.
Dodać uprzednio ugotowany, odcedzony i przelany zimną wodą makaron. Wymieszać i zagrzać. Gotowe! Szybko, smacznie i zgodnie z dietą.
Oto zupa łącząca w sobie zalety dwóch klasyków - pożywność zupy soczewicowej i właściwości lecznicze zupy cebulowej.
Lubię zarówno zupę soczewicową jak i cebulową, ale ta jest lepsza od każdej z nich... i bardziej praktyczna.
Soczewica ma w sobie bardzo dużo białka i z powodzeniem może zastąpić mięso. Jej dodatkową zaletą jest, że mimo bycia rośliną strączkową nie ma potrzeby jej namaczania, co bardzo przyspiesza jej przyrządzenie oraz umożliwia przygotowanie jej spontanicznie, bez wcześniejszych przygotowań.
Cebuli chyba nie trzeba reklamować - jest sama w sobie apteką i nie mówię tu tylko o witaminach czy mikroelementach, ale o całej palecie dobroczynnych substancji zwalczających bakterie, pasożyty, grzyby czy obniżających zły cholesterol!
Koniec gadania - czas gotowania.
Dobrze, że jest to zupa ekspresowa i jednogarnkowa, bo jestem głodny jak wilk!
Skład:
- 4-5 dużych cebuli,
- 200g czerwonej soczewicy,
- 1-2 garści żurawiny suszonej,
- 1 litr wody,
- 4 łyżki sosu sojowego bez chemicznych dodatków,
- 7 łyżek oleju rzepakowego,
- 1 garść suszonego majeranku,
- sól, pieprz do smaku.
Danie odpowiednie w diecie bezglutenowej, wegetariańskiej i wegańskiej. W niskosalicylanowej wyłącznie z małą ilością żurawiny.
Cebulę obrać, umyć i przekroić na połowy (wzdłuż), następnie połówki pokroić w plasterki. Tak przygotowaną cebulę włożyć do garnka o odpowiedniej wielkości (musi pomieścić jeszcze soczewicę i wodę). Dodać olej oraz dwie łyżeczki soli i smażyć, często mieszając, do czasu jej zarumienienia.
Dodać soczewicę, sos sojowy i zalać wodą. Gotować na wolnym ogniu do czasu zmięknięcia soczewicy.
Żurawinę sparzyć wrzątkiem, przelewając ją wodą na sicie. Sparzoną żurawinę dodać do zupy. Gotować nadal aż żurawina nasiąknie i zwiększy swoją objętość. Osolić i popieprzyć - według gustu.
Dodać majeranek i jeszcze chwilkę gotować. Gotowe! Szybko, smacznie i zgodnie z dietą.
Czasem warto poeksperymentować w kuchni, żeby otrzymać danie, którego żadna książka kucharska nie widziała. Tak narodził się makaron sojowy z porem dynią i chrzanem. Smacznego!
Skład:
- 2 garści makaronu sojowego,
- nać pora,
- garść obłuszczonych ziaren dyni,
- 1 cebula,
- 3 łyżki stołowe chrzanu tartego bez dodatków,
- 2 łyżki oleju rzepakowego,
- sól, pieprz do smaku.
Odpowiednie w diecie niskosalicylanowej, bezglutenowej oraz wegetariańskiej.
Makaron sojowy ugotować według opisu na opakowaniu.
Nać pokroić w długie paski i wraz z pokrojoną w kostkę cebulą oraz pestkami dyni zeszklić na oleju. Po czym dodać ugotowany makaron i przez chwilę smażyć. Gotowe. Szybko, smacznie i zgodnie z dietą!
Podawać przybrane z wierzchu tartym chrzanem. Chrzan powinien być bez dodatków, a szczególnie bez chemii spożywczej.
Dziś kolejne danie z serii ekspresowych, a na dokładkę z niczego. Wystarczy trochę "końcówek" warzywnych, kasza i woda. Mimo, że proste i szybkie, to jest zaskakująco smaczne. Warto spróbować.
Skład:
- 2 pory (biała część),
- 1 duża cebula,
- 1/2 kapusty pekińskiej,
- 1 marchewka,
- 2 łyżki oleju rzepakowego,
- 1/2 łyżki masła prawdziwego,
- 2 garści kaszy jęczmiennej mazurskiej,
- 2 łyżki sosu sojowego,
- sól, pieprz do smaku.
Danie odpowiednie w diecie niskosalicylanowej i wegetariańskiej
Kaszę przepłukać i ugotować zgodnie z przepisem na opakowaniu. Jeśli nie ma informacji na opakowaniu, to należy zalać ją wodą w proporcji: jedna część kaszy/ dwie części wody, osolić i gotować na wolnym ogniu, aż kasza wchłonie wodę, potem w zależności od upodobań można dodać masło i zamieszać.
Na patelni rozgrzać olej, podrumienić pokrojoną w kostkę cebulę, dodać pokrojone warzywa (por w talarki, marchew w kostkę, kapusta posiekana). Podsmażyć tak, żeby warzywa się zblanszowały - powinny pozostać twardawe, ale gorące. Dodać sos i przyprawy, potem ugotowaną kaszę - dokładnie wymieszać. Gotowe. Szybko, smacznie i zgodnie z dietą.
Rybka lubi pływać... w bulionie warzywnym!
Skład:
- bulion warzywny,
- 2 płaty dorsza,
- sól, pieprz i sos sojowy do smaku.
Danie odpowiednie w diecie niskosalicylanowej i bezglutenowej.
Do bulionu dodać umyte i pokrojone na kawałki płaty dorsza. Gotować aż dorsz zmięknie. Dodać sosu sojowego według gustu, doprawić pieprzem i solą. Gotowe! Szybko, smacznie i zgodnie z dietą.
Kolejne treściwe i proste w przygotowaniu danie….
Skład:
- 2 pory (biała część),
- 4-6 średnich ziemniaków,
- 1 szklanka mleka,
- 3 jajka,
- 1 łyżka oleju rzepakowego,
- sól, pieprz do smaku.
Danie odpowiednie w diecie niskosalicylanowej, bezglutenowej i wegetariańskiej.
Pory dokładnie płuczemy, następnie odcinamy zieloną część (możemy ją zamrozić i wykorzystać np. podczas gotowania bulionu). Białą część pora kroimy kilka razy wzdłuż, a następnie drobno w poprzek. Na patelni rozgrzewamy olej rzepakowy i szklimy pora. Osobno obrane,umyte i pokrojone w cienkie plasterki ziemniakami szerokości ok 1-1,5mm, smażymy na oleju do czasu aż się lekko przyrumienią i zmiękną. Jajka roztrzepujemy widelcem, doprawiamy solą i pieprzem, dolewamy mleko i dokładnie mieszamy. Pora i ziemniaki wkładamy na przemian do naczynia żaroodpornego,na górze ma być warstwa pora. Lekko przestudzone warzywa zalewamy mlekiem z jajkami.
Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 °C do czasu aż wierzchnia warstwa się zarumieni ok. 30-40 minut.